drukuj

Ks. Jan Kaczkowski w Grudziądzu: - Dzieci chorych na raka zapewniajmy, że zostaniemy z nimi do końca

Ewa Herman-Nogowska dziękuje ks. Kaczkowskiemu za wykład

Fot. Łukasz Ernestowicz

- Fenomenalny, zaskakujący, jesteśmy pod wrażeniem - mówili grudziądzcy nauczyciele o wykładzie ks. Kaczkowskiego o śmierci w szkole. Niektórzy płakali.

Mit za mitem, stereotyp za stereotypem obalał ks. Jan Kaczkowski przedstawiając grudziądzkim nauczycielom wykład „Kiedy śmierć i inne tragedie przychodzą do szkoły". Teolog UMK i szef hospicjum w Pucku tłumaczył jak postępować z dzieckiem, kiedy ono samo lub jego bliscy zachorują na śmiertelną chorobę. Jak wspierać najmłodszych w żałobie po rodzicach.

Dzieci najbardziej mogą potrzebować wsparcia klika miesięcy po śmierci bliskich

- Pomagamy uczniom tylko w pierwszych dniach, tygodniach po stracie bliskiej osoby, a potem o nich zapominamy. Myślimy że przeszli już przez najtrudniejszy okres żałoby, ale w rzeczywistości jest inaczej - mówił ks. Jan. - Mieliśmy w naszym liceum chłopca, któremu umarł tata. Bardzo grzeczny uczeń. Przeżył śmierć dzielnie, wszyscy myśleli, że sobie z tym poradził i nagle po kilku miesiącach przyszedł do szkoły pijany. Czasami może być tak, że problemy i żałoba dziecka rozpocznie się u nich dopiero długim czasie, nawet po roku od śmierci bliskiej osoby. Wtedy najbardziej potrzebują naszej pomocy.

Ksiądz przekonywał, że dzieciom, którym umierają chorzy rodzice nie można mówić, że wszystko będzie dobrze, że nie mają się martwić: - To im nic nie da. Powiedzmy: nie bój się. Jeśli twój rodzic wyzdrowieje będzie super, a jeśli nie, to nie zostaniesz sam. Ja będę z tobą.

Nie wywierajmy presji

Jak rozmawiać z dzieckiem, które śmiertelnie zachorowało na raka?

- Nie mówmy mu, że on musi z tego wyjść, wygrać z rakiem. Takie słowa są dobre, ale w pierwszym stadium choroby. Kiedy stan jest poważniejszy, nieświadomie takimi słowami wywieramy na dziecko presję. Młody człowiek myśli sobie, że wszyscy wkoło mu tak dobrze życzą, modlą się za niego, przywożą cudowną wodę z Lourdes, a on mimo tego nie zdrowieje. Wydaje mu się, że on sam nie staje na wysokości zadania, czuje się winny - przekonywał duchowny. - Powiedzmy dziecku raczej, że z nim jesteśmy i że w razie czego będziemy do końca.

W obliczu śmierci nie obawiajmy się też... żartować

- Kiedyś Dominik, jeden z moich chorych uczniów, przyszedł do mnie mocno zdenerwowany. Miał pretensje do wszystkich, do mnie też. Pozwoliłem mu wyładować energię nawet przeklinać, żartować z jego choroby, z reakcji ludzi na to, że jest chory na raka. Może nie było to pedagogiczne, ale w tej rozmowie przekazałem mu te najważniejsze rzeczy: że nie jest sam i nie umrze sam - mówił ksiądz. - Tak się złożyło, że byłem przy nim jak umierał. Wspomniał wtedy tę sytuację, podziękował i powiedział cicho... kocham cię. Jestem twardy, ale do dziś jak o tym wspominam mam wielką kluchę w gardle.

Łzy i oklaski na sali

Wykład księdza zrobił na wszystkich ogromne wrażenie. Wiele osób uroniło łzę, kilka osób na sali otwarcie płakało słuchając teologa, inni byli zdumieni prostymi, ale skutecznymi metodami wsparcia jakie należy okazać dzieciom w obliczu życiowych tragedii.

- Jesteśmy wszyscy pod wrażeniem tego wykładu. Dowiedzieliśmy się wiele. Powinni tutaj być wszyscy nauczyciele z Grudziądza - mówiła po wykładzie Ewa Herman-Nogowska, wicedyrektorka Centrum Kształcenia Ustawicznego. - Na pewno zaprosimy ks. Kaczkowskiego do nas, żeby przedstawił trudny temat śmierci w szkołach uczniom i nauczycielom.

Wykład był jednym z elementów IV Grudziądzkiego Forum Porozumienia w Szkole pod hasłem: „Wszystko ma swoją kolej, miejsce i czas".

Zdjęcia

  • Ewa Herman-Nogowska dziękuje ks. Kaczkowskiemu za wykład

Zaloguj się lub utwórz konto, by oceniać

Komentarze
sachalin
sachalin wt., 2011-10-25 19:29

Nauczyciele nie obrażajcie się...

... ale czasami w stresie swojej codziennej pracy, brakuje Wam wyczucia i podejścia do uczniów. Dobrze, że Wy też się uczycie. Powodzenia w Waszej ciężkiej pracy.